Leon XIV i jego pontyfikat – rozmowa z o. Wiesławem...

„To człowiek o fenomenalnej pamięci i zdolności do wiązania twarzy, osób, faktów”. O. Wiesław Dawidowski OSA, współbrat Leona XIV z Zakonu Świętego Augustyna, opowiada o Papieżu, a także podsumowuje pierwsze miesiące jego pontyfikatu i zarysowuje wyzwania, jakie czekają Ojca Świętego.

Znał Ojciec Leona XIV jeszcze jako o. Roberta Prevosta. W jakich okolicznościach się poznaliście?

Papieża Leona XIV poznałem właśnie jako ojca Roberta Prevosta w 1999 roku w Rzymie. Od tego czasu wielokrotnie nasze ścieżki się splatały, głównie ze względu na jego pozycję jako przełożonego generalnego mojego zakonu.

Później, gdy przestał być przełożonym generalnym, został biskupem w Peru. Spotykaliśmy się już rzadziej, przy okazji różnych oficjalnych wydarzeń zakonnych. Oczywiście wielokrotnie rozmawialiśmy ze sobą. Mogę powiedzieć, że jest człowiekiem stanowczym, wymagającym przede wszystkim od siebie, ale też od innych. Jest przy tym bardzo życzliwy, łagodny, spokojny i ma wielką wyobraźnię miłosierdzia. Nie ma w nim żadnej pompatyczności.

Czy ma Ojciec jakieś szczególne wspomnienie z Papieżem?

Najbardziej osobiste wspomnienie dotyczy momentu, w którym bracia wybrali mnie na urząd prowincjała polskiej Prowincji Augustianów. Na kapitule był obecny właśnie ojciec generał Robert Prevost i zostałem przez niego zatwierdzony. Oczywiście kapituła ma swoją własną dynamikę. Ustępujący prowincjał zdaje relację z tego, co się dokonało, a ten, który wstępuje na urząd, oczekuje. W tym czasie nachyliłem się do ojca Prevosta i zapytałem, jak to będzie wyglądało technicznie – kiedy nadejdzie dekret z Kurii Generalnej. A on odpowiedział: „Zaraz zobaczysz”. Wyjął komórkę i z pozycji smartfona przekazał jakiś komunikat do Kurii Generalnej w Rzymie. Po kilku godzinach przyszło moje potwierdzenie na urząd prowincjała. To o tyle znamienne, że po wielu, wielu latach, gdy został papieżem i ogłosił, że przyjmuje imię Leon, uświadomiłem sobie, że tak, jak rewolucja technologiczna w czasach Leona XIII była wielkim wyzwaniem dla Kościoła, tak dzisiaj będzie nim rewolucja technologiczna w sferze AI. Skojarzyłem wtedy fakty – on jest bardzo zafascynowany komputerami i wszystkim, co się wiąże z informatyką. To wspomnienie, które noszę głęboko w pamięci.

A drugie wspomnienie, to nasza długa rozmowa o Kościele w Polsce, gdy o. Prevost był już kardynałem. Miałem wtedy nieprawdopodobne wrażenie, że jestem wysłuchany do imentu. I rzeczywiście on jest słuchem. To znaczy, że spotykając się z ludźmi, stwarza taką przestrzeń dla wypowiedzi i rzadko przerywa, jest rzeczywiście słuchającym człowiekiem. Ogarnia bardzo wiele osób w swojej wyobraźni i swojej myśli. W październiku byliśmy z naszym duszpasterstwem pielgrzymką u Ojca Świętego i on nie tylko mnie rozpoznał, ale zapytał: „To ile już lat prowadzisz to duszpasterstwo, do którego cię posłałem?” To było wzruszające i bardzo, bardzo serdeczne.

To też świadczy o olbrzymiej pamięci Ojca Świętego.

Tak. To jest człowiek o fenomenalnej pamięci i zdolności do wiązania twarzy, osób, faktów. Powiem tylko, że mój dobry przyjaciel ksiądz Bartek Rajewski towarzyszył w przekazaniu słynnego konia arabskiego z Polski – ogiera Protona – Ojcu Świętemu. I później, po kilku miesiącach, Leon XIV przypadkowo natknął się na jakiejś audiencji na księdza Rajewskiego i mówi: „A ty jesteś ten ksiądz od Protona”.

Nie wiedziałam, że Papież ma swojego konia.

Tak, to słynna historia. Ten koń to klasyczny arab, bardzo wyjątkowy. Wręczono go Ojcu Świętemu, ponieważ wiadomo, że gdy był na misjach w Peru, to nauczył się jeździć konno.

Bardzo ciekawe! A jaka była Ojca reakcja na wybór znajomego, współbrata na funkcję Głowy Kościoła?

Gdy rozpoczęło się konklawe, miałem przeczucie, że to może być on. I kiedy dowiedziałem się, że jest biały dym, to od razu zadzwoniłem naszym dzwonkiem w klasztorze, zapraszając braci do sali telewizyjnej, żebyśmy wspólnie zobaczyli moment ogłoszenia nowego papieża. I zaciskałem kciuki, modląc się, żeby był wybrany Robert Francis Prevost. Jak tylko usłyszałem Robert Francis, to krzyknąłem z radości, przez co nikt nie dosłyszał nazwiska, ale wśród kardynałów był tylko jeden Robert Francis. Wiedziałem, że to Prevost. Nawet nie usłyszałem wtedy imienia, które sobie wybrał, bo w euforii rzuciliśmy się z braćmi sobie nawzajem w ramiona. To było wielkie wzruszenie i radość.

Muszę szczerze powiedzieć, że papieża znam dobrze, jednak nie jesteśmy przyjaciółmi. Nie pretenduję do tego, choć jest on bardzo bliski mojej osobie. Jest moim współbratem. Ale przyjaźń to coś większego. Ma w zakonie wielu przyjaciół – ludzi, którzy znają go o wiele lepiej i których on zna lepiej. Ale tak, ze względu na bliskość habitu augustiańskiego, to dla mnie był moment bardzo euforyczny, bardzo podniosły i radosny. I do dzisiaj właściwie to ciągle za mną chodzi, codziennie modlę się za Papieża, po każdej Mszy Świętej odmawiam w jego intencji „Pod twoją obronę”. Włączam w każdym brewiarzu intencje Ojca Świętego, co świadczy o tym, że ten wybór na mnie wpłynął i myślę, że mnie troszeczkę odmienił. Poczułem nieprawdopodobną dumę z tego, że jestem współbratem Ojca Świętego. To niezwykłe. Ten pontyfikat jest dla mnie osobisty i jest moją wielką radością. Wiem, że na pewno modlitwy, które za niego zanoszę, są mu potrzebne. Sam o tym powiedział.

8 maja mija pierwszy rok pontyfikatu Leona XIV. Jak ocenia Ojciec ten czas z perspektywy podejmowania decyzji i wartości, które były widoczne w działaniach Papieża?

Ojciec Święty powiedział kiedyś, że nigdy nie spodziewał się, że zostanie światowym przywódcą, bo jednak rola papieża jest także tą rolą. Papież ma trzy władze, które dzierży w ręku. Jedna rzecz to część władzy ziemskiej – politycy liczą się z głosem Stolicy Apostolskiej – ale to jest jakiś margines jego misji.

Druga, dla nas jako katolików najważniejsza, jest taka, że Ojciec Święty wyznacza pewien kierunek myślenia i drogę działania. Widać to bardzo wyraźnie już w jego pierwszej adhortacji Dilexi Te, która wyrasta z pontyfikatu papieża Franciszka, ale jest też otwarciem nowego kierunku myślenia. Dla mnie ta adhortacja jest przede wszystkim wskazaniem na wielkie tradycje zakonów dla dzieł miłosierdzia. Bardzo szeroko pojmowanych. Wiem, że Leonowi XIV głęboko leży na sercu właśnie troska o jakość i przyszłość życia zakonnego we współczesnym świecie i Kościele. Kiedyś rozmawiałem z nim i zapytał mnie bezpośrednio o to, jaka jest tożsamość zakonów w Polsce. Byłem wtedy wiceprzewodniczącym Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich. Obaj doszliśmy do wniosku, że współczesne życie zakonne przeżywa poważny kryzys. Nie wiemy, jak go rozwiązać. Myślę, że Papież wskazuje właśnie na te piękne karty przeszłości zakonów, które wpisały się przede wszystkim w troskę o ubogich i najsłabszych. I to jest nasza rola i rola zakonów. Uważam, że jeszcze za wcześnie, żeby powiedzieć, jakie będą kierunki tego pontyfikatu, ale na tyle, na ile można sądzić z pierwszych wypowiedzi Leona XIV, to będzie to jeden z takich kierunków.

Drugi kierunek to jest oczywiście dialog – dialog ze światem współczesnym, dialog z innymi wyznaniami chrześcijańskimi, dialog z innymi religiami. To jest wyzwanie, bo samo pojęcie dialogu jest stosunkowo nowe. Ludzie w Kościele boją się tego pojęcia, ponieważ dotychczas uprawiano i teologię, i filozofię chrześcijańską z perspektywy apologetycznej i dogmatycznej. A dialog zakłada stwierdzenie, że to, co określamy w dogmatyce jako dogmat, to jest dopiero początek drogi, a nie koniec, czyli nie jest to zamknięcie pewnej perspektywy. I Papież to doskonale czuje. Wielokrotnie dawał temu wyraz. Jeśli miałbym przewidywać, jaki będzie to pontyfikat, wnioskując po tym niecałym roku, to będzie na pewno w sferze dogmatycznej, filozoficznej i aksjologicznej przedłużenie myśli Jana Pawła II i Benedykta XVI, a w wymiarze profetycznym, pastoralnym, będzie to kontynuacja pontyfikatu papieża Franciszka. Zresztą to już jest bardzo widoczne. Myślę, że to jest taki kierunek, który też pokaże, że ten papież będzie przede wszystkim papieżem, który jest sobą. On zresztą powiedział: „Proszę mnie nie porównywać do nikogo z papieży, bo ja jestem Leon, a nie Franciszek”.

Przedłużenie pontyfikatów Jana Pawła II i Benedykta XVI to znaczy kontynuacja tego, co poprzedni papieże podkreślali, np. powrót do źródeł wiary takich jak Pismo Święte czy tradycja Kościoła i podtrzymywanie dotychczasowego stanowiska Kościoła w kwestiach, które mogą się wydawać budzące wątpliwości we współczesnym świecie, jak np. płciowość, instytucje małżeństwa, rodziny i tak dalej?

Oczywiście Pismo Święte jest tutaj punktem wyjścia, bo to jest jedno ze źródeł poznania objawienia Bożego. Te źródła są trzy. Drugie to jest tradycja. Trzecie to urząd nauczycielski Kościoła. I na pewno, jeśli chodzi o fundamentalne rzeczy dotyczące właśnie kształtu struktury społecznej, a więc czym jest rodzina, czym jest powołanie, to wszystko jest zakorzenione w tradycji i w Biblii.

Papież, jeszcze jako kardynał, powiedział kiedyś w jednym z wywiadów, że to nie jest tak, że w Kościele jest albo – albo, ale, że w Kościele jest piękne to, że Kościół mówi: i to jest ważne, i to jest ważne. Na przykład ważna jest msza święta w rycie trydenckim, oczywiście jeśli jest sprawowana w jedności z papieżem, i tak samo ważna jest Msza święta Pawła VI. To są równouprawnione sposoby wyrażania kultu Boga. Ważne jest małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety, który jest absolutnie sakramentem niepodważalnym, ale ważny jest także nasz szacunek dla osób, które określają się jako nieheteronormatywne. Nie mogą i nigdy nie będą mogły być uznane za związki małżeńskie w Kościele, ale jednak my jako chrześcijanie, zgodnie z tym, czego uczy Katechizm, jesteśmy winni tym osobom szacunek, modlitwę i niesienie konkretnej pomocy. Ważne jest życie zakonne, ale ważne są również inne, nowe formy głoszenia Ewangelii. I one nie są jedyne, bo jeżeli byłyby jedyne i pretendowały do tego, byłyby sektą.

W przypadku papieża Leona to jest przede wszystkim świadomość, że wszelkie ekstrema powodują zachwianie, zaburzenie jedności Kościoła, a Kościół idzie tym, co nazywa się via media. I to także jest głęboko augustyńskie. Augustyn bardzo mocno przed tym przestrzegał, żeby unikać wszelkich radykalnych, ekstremalnych rozwiązań dogmatycznych, doktrynalnych czy etycznych, ale zwracał uwagę na to, żeby zawsze usiłować wskazać, czym jest droga środka. To widać szczególnie w jego dziele O Wierze i uczynkach.

Poza tym sam Pan Jezus nakreśla drogę środka w Ewangelii – apostołowie mówią „Mistrzu, widzieliśmy, jak ktoś wyrzucał złe duchy, a nie idzie z nami, a w twoje imię to czynił. Zabroniliśmy mu”, a Pan Jezus mówi: „Nie zabraniajcie, bo nie każdy, kto wyrzuca złe duchy w Moje imię, jest naszym wrogiem”. To jest logika Ewangelii.

Leon XIV jest papieżem kochającym Chrystusa, wpatrzonym w Chrystusa, ale też wpatrzonym w człowieka, który Chrystusa szuka. A szuka się i znajduje skutecznie, gdy unika się ekstremizmów.

Jakie największe wyzwania stoją teraz, w najbliższych miesiącach, latach przed papieżem Leonem XIV?

Na pewno najważniejszym wyzwaniem jest troska o pokój na świecie, w tej formule, którą Papież zaproponował w pierwszym dniu swojego pontyfikatu – pokój nieuzbrojony i rozbrajający. To znaczy, że wszyscy wielcy tego świata, zamiast napędzać wyścig zbrojeń, który dokonuje się na naszych oczach, muszą pomyśleć, na czym chcemy rzeczywiście budować relacje międzyludzkie we współczesnym świecie i w naszych społeczeństwach. Trzeba życzyć Ojcu Świętemu, żeby znalazł takie słowa, które przemówiłyby do serc i sumień tych, którzy wiedzą, że od ich decyzji zależy przyszłość świata.

Jeśli chodzi o życie Kościoła, to jest kwestia jedności Kościoła. Jak znaleźć jedność Kościoła w różnorodności? Kolejna sprawa, to jak zadbać o rozwój kapłaństwa i życia zakonnego w świecie. Jak ma wyglądać model współczesnego kapłana i czym ten współczesny kapłan ma się kierować? Powołania na pewno będą dla Papieża potężnym wyzwaniem. Jednak jeden Papież wszystkich problemów świata i Kościoła swoją osobą nie rozwiąże. Musimy więc pomyśleć, jak możemy mu pomóc. Ojciec Święty Leon XIV potrzebuje naszej pomocy, modlitwy i myślę, że to byłoby wielkim życzeniem świętego Jana Pawła II, żebyśmy nieśli pomoc jego następcy, który przecież w rzeczy samej jest następcą Świętego Piotra.

Rozmawiała Weronika Tutka

O. Wiesław Dawidowski OSA – augustianin, od 21 lat duszpasterz w duszpasterstwie obcokrajowców anglojęzycznych w Warszawie, konsultant w Radzie do spraw Migracji oraz w Komitecie do spraw Dialogu z Judaizmem przy KEP. Z wykształcenia teolog, z zamiłowania archeolog. Uwielbia Biblię i Ziemię Świętą. Chętnie jeździ tam z pielgrzymami, dzieląc się znajomością historii zbawienia. Współbrat zakonny o. Roberta Prevosta – papieża Leona XIV.