Próbują mnie zrozumieć od zewnątrz, a mnie można zrozumieć tylko od wewnątrz

Słowa Jana Pawła II kieruje do nas siostra Maristella, Franciszkanka Służebnica Krzyża, gdy  w niedzielę po południu siedzimy przy pożegnalnej herbatce.Siostra Maristella i ksiadz Jan
Dzień wcześniej, 8 czerwca, grupa stypendystów – gimnazjalistów i licealistów uczących się w Warszawie pod dowództwem Jagody, przyjeżdża do Lasek, miejscowości położonej na skraju Puszczy Kampinoskiej niedaleko Warszawy, w której znajduje się Zakład dla Niewidomych. Uśmiechnięci, obładowani śpiworami, wysiadamy z autobusu i idąc długą, leśną aleją docieramy do bramy, gdzie wita nas promienny uśmiech siostry Bogumiły. Świeci mocne przedpołudniowe słońce, wokół panuje niezwykła cisza, wydaje się jakby czas zatrzymał się wśród wysokich sosen, milknie szum miasta, a my zanurzamy się w spokój i otwartość roztaczane przez siostry Franciszkanki. Po rozpakowaniu się, schodzimy na dwór, by wysłuchać opowieści siostry Maristelli o historii Lasek. Siostra jest przyjaciółką Fundacji, od kilku lat jeździ na obozy gimnazjalistów i licealistów, także w tym roku jedzie razem z nami do Olsztyna.
Cichym, spokojnym, a przede wszystkim delikatnym głosem opowiada o Róży Czackiej, która w wieku 22 lat straciła wzrok. Jednak własną ślepotę potraktowała jako wezwanie do zajęcia się innymi niewidomymi. Z jej inicjatywy powstało nowe zgromadzenie zakonne: Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża, dostosowała  alfabet Braille’a do polskiego systemu fonetycznego, podczas wojny  zorganizowała w Laskach szpitale polowe dla rannych powstańców, gdzie także przechowywano i dostarczano broń i prowiant oraz przekazywano informacje. To dzięki Matce Elżbiecie Czackiej dziś w Laskach ponad 220 wychowanków, dzieci i młodzieży z całej Polski, jest przystosowywanych samodzielnego życia.
Po opowieści siostry udajemy się na Mszę świętą koncelebrowaną przez księdza Jana. Dochodzi do nas Tomek, jedyny student, który przyjechał do nas z gitarą 🙂 Po posiłku zaczyna padać deszcz, więc zmieniamy nieco plany i po szybkim przygotowaniu prowizorycznej sali kinowej ze śpiworami służącymi za fotele i pobielaną ścianą  w ramach ekranu, rozpoczynamy seans filmu October baby. Film przedstawia historię młodej studentki, która dowiaduje się, że przeżyła nieudaną aborcję. Panuje cisza, liryczna ścieżka dźwiękowa wprowadza w stan kontemplacji. Śledząc losy bohaterki, jej walkę o własne ja, próbę odnalezienia siebie wśród oganiającego ją zagubienia, mimowolnie zadajemy sobie podobne pytania… Po projekcji filmu okazuje się, że deszcz przestał padać, rozradowani ponownie idziemy na dwór i ogniskoprzypominamy sobie różne obozowe zabawy. Z zaciekawieniem przygląda nam się para narzeczonych, którzy tak jak my mieszkają w Domu Rekolekcyjnym. Najwięcej śmiechu wywołuje tradycyjnie próba rozplątania węzła gordyjskiego. W wyśmienitych nastrojach czekamy na siostrę Maristellę, by udać się na planowane ognisko. Siostra przyprowadza ze sobą kilkoro wychowanków Ośrodka. Kasię, Grześka, Olę, Anetę i Izę; są w naszym wieku, młodzi, uśmiechnięci, pewnii siebie lub nieśmiali. Wspólne ognisko, pieczenie kiełbasek, śpiewanie, taniec belgijski, rozmowy pozwalają zrozumieć, że to oni, choć pozbawieni zmysłu wzroku, potrafią widzieć lepiej niż my – głębiej… Spotkanie z niewidomymi pozwala zatrzymać się na moment, pozwala podziękować Panu za coś co do tej pory było tak oczywiste – za wzrok. Aneta wyznaje, że nie chciałaby odzyskać teraz wzroku, mówi, że bałaby się świata… Szybko ściemnia się, odprowadzamy dziewczyny do ich internatu, jest wesoło, ale wkrada się nastrój zadumy i melancholii…
Dzień następny wita nas znów piękną pogodą i wiosennym słońcem, śniadanie jemy przy otwartych oknach stołówki wychodzących na ogród. Jest tak cicho, tak spokojnie. Po niedzielnej Mszy świętej, udajemy się z siostrą Maristellą na spacer. Pokazuje nam cmentarz leśny, na którym spoczywają m.in. Róża Czacka, Jan Lechoń czy Antoni Słonimski. Groby są czyste, zadbane, na każdym pali się lampka i są świeże kwiaty – o wszystko dbają siostry. Siostra Maristella opowiada nam o Laskach. Następnie udajemy się do klasztornego kościoła, miejsca, gdzie wielokrotnie przebywał Karol Wojtyła. Kościółek jest niewielki, ale pełen uroku i spokoju, który jest jedną z najbardziej oczywistych cech tego miejsca.
Czas ucieka szybko, po obiedzie znów szaleje ulewa, a my gromadzimy się w Domu Rekolekcyjnym, by pożegnać się. Siedzimy pijąc kawę, herbatę, słuchając księdza Jana. To wtedy siostra Martistella wypowiada słowa Jana Pawła II, które stanowią podsumowanie naszego spotkania: Próbują mnie zrozumieć od zewnątrz, a mnie można zrozumieć tylko od wewnątrz. Ludzie nie są stawiani na naszej drodze przypadkowo, żadne spotkanie nie powinno być nam obojętne. To także nie było. Spokój Lasek, dobroć sióstr, wiara i zaufanie niewidomych pozwoliły przez chwilę wypocząć, ale także nabrać sił.
Ze smutnym uśmiechem żegnamy się ze sobą, melancholijnie kiwając głowami na wiadomość, że właśnie zalało metro i musimy szukać innej drogi powrotu…

Weronika Kołodziejczyk