„Z duchem wielkim i hojnym…” – spotkanie „Dzieła na misji” za nami!

W dniach 3-4 lutego br. odbyło się spotkanie grupy misyjnej działającej przy Zgromadzeniu Misjonarzy Matki Bożej Pocieszenia w Kiełpinie. Projekt „Dzieło na misji”, który powstał z inicjatywy stypendystów Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia” w 2016 r. i który liczył u swych początków zaledwie 8 osób, rozrasta się, a jego szeregi zasilili młodzi ludzie z różnych zakątków Polski, również spoza fundacyjnego grona, pragnący dzielić się swoimi talentami i nieść pomoc poprzez misje.

Młodzież z „Dzieła na misji”, która od samego początku tworzyła tę grupę, poczyniła już pierwsze kroki na drodze misyjnego powołania – mają za sobą liczne animacje w kraju, których celem było uwrażliwienie na misje oraz pozyskanie funduszy na wyjazd, który doszedł do skutku w sierpniu 2017 r. Wtedy to wyjechali do Etiopii, do miejscowości Wassera, aby nieść tam pomoc medyczną oraz uczyć dzieci i młodzież. Towarzyszył im ojciec Ashenafi Yonas Abebe, jednak czas formacji i przygotowań spędzili także z ojcem Lucą Bovio i Juanem Carlosem. Duże wsparcie otrzymali również od ks. Dariusza Kowalczyka, Prezesa Zarządu Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”. Teraz w ich ślady idą kolejni, a pośród nich znajdują się m.in. Michał Majtyka z Łomianek i Beata Eckert z Łeczyc.

Dołączyłem do „Dzieła na misji”, bo zawsze imponowali mi apostołowie i pierwsi chrześcijanie, którzy wyruszyli w nieznany świat, by ewangelizować – ja też chcę tak zrobić. Chcę móc dać coś od siebie dla tamtejszej ludności, ale też chcę poznać w pełni misyjność Kościoła i zobaczyć, jak wygląda wiara w innych zakątkach świata – mówi Michał. – Przekonała mnie też otwartość Ojców i ich radość z bycia na misjach. Przy okazji chcę podszkolić język i poznać inne kultury.

Równie entuzjastyczna jest postawa Beaty. Odpowiadając na pytanie o to, co stało się dla niej impulsem, aby dołączyć do Dzieła, mówi:

– Pewnie nikogo nie zdziwi, że dołączyłam do „Dzieła na misji”, bo zawsze chciałam wziąć udział w wyjeździe misyjnym. Dlaczego? Bo pomaganie daje mnóstwo radości i energii do życia! Poza tym, jak wiadomo, wiara bez uczynków jest martwa. Często angażowałam się i działałam przy akcjach wolontariackich, najczęściej była to pomoc przy nauce. Co jakiś czas odnawiało się we mnie pragnienie wyjazdu gdzieś dalej, do miejsc, gdzie dostęp do edukacji wcale nie jest czymś powszechnym. Razem z tym pragnieniem przychodziła chęć dołączenia do grupy, z którą mogłabym zrealizować moje marzenie, jednak z początku nic z tych chęci nie wyszło. Rok temu natknęłam się na fanpage Dzieła i wtedy po raz kolejny pomyślałam: „Super sprawa, też tak chcę”, ale oczywiście temat umarł. Na szczęście jakiś czas temu jedna z nowych członkiń grupy, Emilka, poinformowała mnie o rekrutacji. Po rozeznaniu chwyciłam za laptopa, odpaliłam link, uzupełniłam treść i tak oto jestem! Już na pierwszym spotkaniu czułam się jak w domu, ciekawe co będzie dalej.

Głównym celem, jaki stawiają sobie wolontariusze „Dzieła na misji”, jest – jak już wspomnieliśmy – animacja misyjna w kraju, a także niesienie pomocy medycznej oraz szerzenie oświaty tam, gdzie zostaną posłani. Do zadań sekcji edukacyjnej należy nauczanie dzieci i młodzieży, ale na tym nie poprzestają – wyjazd do Wassery uświadomił młodym, że aby pomagać mądrze i długofalowo, należy także pomyśleć o przeprowadzeniu kursów kreatywnego nauczania dla kadry pedagogicznej w miejscowych szkołach. Pomoc, którą oferuje grupa, to także wyposażenie szkół w niezbędne pomoce naukowe, tj. książki, artykuły papiernicze oraz komputery. Ponadto wolontariusze dbają o animację czasu wolnego dla dzieci, a w planach mają także edukację ekologiczną.

W szkole w Wasserze miałam przyjemność uczyć języka angielskiego młodzież w wieku licealnym – mówi Anna Jagiełło. – Były duże różnice w poziomach, jakie reprezentowali moi uczniowie. Na początku każdy przedstawił się i dostał ‘badge’, na których mógł napisać swoje imię. (…) Uczniowie prosili mnie przy wyjściu z klasy o długopis czy kartkę. Pomyślałam, że kiedy wrócę do Polski, będę doceniała każdy długopis i kartkę, których mam mnóstwo w pokoju, a dla moich uczniów dostać taką rzecz było wielką radością i luksusem.

W Etiopii uczyłem informatyki dzieci/studentów w szkole, pracowników przychodni oraz siostry zakonne – wspomina Łukasz Jaworucki. – Początkowo myślałem, że wystarczy opowiedzieć o wybranym zagadnieniu i po chwili każdy na swoim komputerze wykona zadanie na dany temat. Ale tak było tylko na początku! Szybko zrozumiałem, że trzeba przeorganizować sposób pracy i wizję nauczania – każdemu indywidualnie pokazać to, o czym chwilę wcześniej mówiłem w teorii. Przydała się tutaj nieodzowna pomoc innych wolontariuszy.

Osobiście o wielu skrótach komputerowych nie miałem pojęcia, nie wiedziałem też, że można tak szybko poprzestawiać coś w komputerze. Miałem problem, jak wytłumaczyć podwójne klikanie myszką, które umożliwiało otwarcie pliku. Słowa: „double”, „twice”, „two”, „dwa razy” wcale nie pomagały (bardzo mało osób płynnie mówiło po angielsku, nawet w przychodni). Pomagali mi za to inni uczniowie, którzy jak np. Ne’sanet bardzo szybko pisała i klikała, albo jak Addis, który bardzo dobrze znał angielski. Niejednokrotnie nie obyłoby się bez tłumacza angielsko-amharskiego.

Celem grupy medycznej jest wyposażenie miejscowych przychodni w podstawowy sprzęt medyczny, przeprowadzenie warsztatów pierwszej pomocy przedmedycznej, wykonanie bilansów oraz fluoryzacji wśród dzieci i młodzieży, a także badanie osób chorych i starszych, które nie mają dostępu do opieki medycznej. Warto w tym miejscu przytoczyć relację Oliwii Opackiej, która opowiada o realizacji swojej posługi w Afryce:

Nasza misja okazała się bardziej wielokierunkowa niż planowaliśmy! W czasie naszego pobytu w Etiopii pomagałyśmy w 5 miejscach: Health Center w Wasserze, podlegającym mu niewielkim ośrodku zdrowia, zrobiłyśmy bilans w szkole, odwiedziłyśmy chorych w ich domach oraz byłyśmy w ośrodku Misjonarek Miłości w Hawassie. (…) Warto wspomnieć, że w Etiopii nie ma składek zdrowotnych, a darmową opieką medyczną są objęte kobiety w ciąży oraz dzieci do 5 roku życia. Dla pozostałych założenie karty pacjenta kosztuje 10 birrów (czyli tyle, co butelka coli). Każda dodatkowa usługa jest płatna, dlatego cała wizyta razem z lekami to koszt ok. 150 birrów co jest kwotą ok. 25 zł i 10% średniego miesięcznego wynagrodzenia Etiopczyka. Nie istnieje też coś takiego jak bilanse okresowe. Dlatego chcąc jak najlepiej zadbać o dzieci, które zostały objęte naszym programem edukacyjnym, postanowiłyśmy zrobić profilaktyczne badania pediatryczne. Zbadałyśmy blisko 100 dzieci!

Celem weekendowego spotkania, które miało miejsce kilka dni temu, było m.in. wdrożenie nowych wolontariuszy w działalność grupy, przedstawienie struktury organizacyjnej oraz integracja, zawiązanie wspólnoty. Wspólna modlitwa, msze święte oraz tak prozaiczne rzeczy jak choćby przygotowanie razem posiłków sprawiły, że młodzi bardzo szybko nawiązali nić porozumienia. Osoby, które już uczestniczyły w wyjeździe misyjnym, dzieliły się swoim doświadczeniem, zaś pozostali wolontariusze mogli zaproponować nowe rozwiązania i kierunki rozwoju grupy. Podzielono między siebie zadania, zastanowiono się nad tym, jak usprawnić różne działania na rzecz misji, a także ustalono, że Dom Zakonny Misjonarzy Matki Bożej Pocieszenia w Kiełpinie stanie się oficjalną siedzibą „Dzieła na misji”, za co młodzi są bardzo wdzięczni. Warto też wspomnieć, że wielkim marzeniem grupy jest powołanie do życia stowarzyszenia lub fundacji.

Błogosławiony o. Józef Allamano, założyciel zgromadzenia Missionari della Consolata, w książce Takimi bądźcie, która stanie się podstawą formacji duchowej wolontariuszy Dzieła, wspominał o trzech grupach osób, które dążą do świętości. Idąc za rozróżnieniem św. Ignacego z Loyoli, do pierwszej grupy można zaliczyć tych, którzy „mają wielką ideę świętości, znają jej potrzebę, konieczność i czują jej pragnienie, ale zatrzymują się na tym i nie wykorzystują posiadanych środków do jej zdobycia”. Drugi rodzaj ludzi to ci, którzy „nie zadowalają się prostymi pragnieniami, stawiają kilka kroków na drodze do świętości, ale po swojemu”. Chyba pragnieniem każdego wolontariusza „Dzieła na misji” jest to, aby należeć do trzeciej grupy – pragnienie, aby nie odrzucać żadnego środka ku temu, by stać się świętymi, nie odkładać tego na później i angażować się z wytrwałością w nowe obowiązki. Aby starać się hojnie odpowiedzieć na Bożą łaskę, dążyć z wytrwałością do celu, by być tymi, o których św. Ignacy mówi, że „z duchem wielkim i hojnym niosą na służbę Bogu cały swój entuzjazm”. Z pomocą Bożą oraz przy wsparciu Ojców Consolata może to być możliwe.

Aby dowiedzieć się czegoś więcej na temat grupy, warto zajrzeć na fanpage „Dzieła na misji”. Zachęcamy także do odwiedzenia strony internetowej Misjonarzy Matki Bożej Pocieszenia.