O miłosierdziu raz jeszcze – wykład ks. prof. dr. hab. Krzysztofa Pawliny

Akcji dobroczynnych jest dużo. Jedne wynikają z potrzeby chwili, jak w przypadku klęsk żywiołowych, katastrof czy jakiejś ludzkiej tragedii, inne zaś już na stałe wpisały się w kalendarz gestów dobrej woli, na przykład wigilie dla ubogich, bożenarodzeniowe paczki dla potrzebujących czy dzieło Nowego Tysiąclecia.

Wrażliwość społeczna na biedę i nieszczęście jest w narodzie duża. Nosimy ją w sobie od małego.

            Na początku Roku Miłosierdzia w pewnej szkole katechetka zrobiła kartkówkę wśród uczniów pierwszych klas szkoły podstawowej. Kazała dzieciom wymienić uczynki miłosierdzia. Jedno z nich napisało – cytuję dosłownie:

  1. Głodnych nakarmić.
  2. Spragnionych napoić.
  3. Nagich ubrać.
  4. Siwym dać farbę do włosów.
  5. Biednym dać pieniądze i dom.
  6. Szczerbatych uzębić.
  7. Śmierdzących umyć.
  8. Chorych uzdrowić.
  9. Niewidzącym dać soczewki do oczu.
  10. Smutnego zaprosić na kawę.Powtarzam zatem, że wrażliwość na biedę i nieszczęście mamy.

Zapytajmy się jednak o motywację naszych uczynków. Czy czasem nie jest tak, że pomagamy, aby poczuć się lepiej, potwierdzić swoją wartość, a niekiedy, aby coś dla siebie zyskać? I to wcale niekoniecznie w wymiarze materialnym.

Czy na tym polega miłosierdzie?
Miłosierdzie jest najgłębszą motywacją dobrych uczynków.
Czym zatem ono jest?
Miłosierdzie to greckie Eleos, łacińskie Misericordia.
Arystoteles zalicza miłosierdzie do afektu, uczucia, stawia je obok życzliwości. Według niego miłosierdzie jest gotowością niesienia pomocy człowiekowi znajdującemu się w potrzebie.
W Starym Testamencie miłosierdzie oddaje hebrajskie słowo heset. Oznacza ono postawę życzliwości, pragnienia dobra dla kogoś.
Miłosierdzie Boga, Heset Boga, oznacza cechy wewnętrzne Boga. Pokazuje, kim jest Bóg w swej istocie.
W Nowym Testamencie jest aż sto miejsc mówiących o miłosierdziu. Generalnie rzecz biorąc, miłosierdzie to możliwość serca, to miłość, która nie ustaje nawet w stanie zła. Akty miłosierdzia uaktywnia poruszenie wewnętrzne.
Przypowieść o Dobrym Samarytaninie, który zaopiekował się pobitym, opuszczonym człowiekiem, pokazuje, jak rodzą się akty miłosierdzia.

Otóż po pierwsze, Samarytanin, chcąc pomóc poszkodowanemu człowiekowi, musi zmienić swoje plany. Po drugie, troszczy się o niego za darmo, bezinteresownie. I trzecia cecha miłosierdzia: doprowadza do końca rozpoczęte dzieło, w tym przypadku opiekę nad pobitym.

           Jednak ta przypowieść uczy także roztropności w działaniu miłosiernym. Samarytanin, zapewniwszy poszkodowanemu opiekę, powraca do swoich obowiązków. Zmienia chwilowo swoje plany, ale nie zaniedbuje swoich powinności. Nie ma bowiem pomocy ustawicznej, nieustającej. Nie można komuś pomagać w nieskończoność. Każde działanie pomocowe ma swój kres.

Ks. Józef Tischner rozróżnia trzy rzeczywistości dotyczące aktu miłosierdzia: miłosierdzie, współczucie i litość. Tym trzem słowom przypisuje odpowiednie sceny z Ewangelii.

Miłosierdziu odpowiadają przytoczona wcześniej przypowieść o Dobrym Samarytaninie i przypowieść o Ojcu Miłosiernym. Współczuciu – scena w Kanie Galilejskiej, kiedy Matka Boża podczas przyjęcia weselnego orientuje się, że para młoda znalazła się w kłopocie, bo zabrakło wina, i aby nie zepsuć młodym weselnej radości, próbuje zaradzić tej sytuacji, zwracając się do Jezusa o pomoc. Litości odpowiada natomiast scena przedstawiająca niewiasty płaczące na Jezusem niosącym krzyż.

Litość jest przeżyciem chwilowym, wstrząsem emocjonalnym. Współczucie to solidaryzowanie się z inną osobą w chwili nieszczęścia, to współodczuwanie.

Miłosierdzie zaś jest pierwszym przymiotem Boga określającym Jego działanie wobec człowieka. Kiedy uaktywnia się ta cecha wewnętrzna Boga? Kiedy następuje wzruszenie: wzruszenie Samarytanina na widok pobitego, wzruszenie Miłosiernego Ojca, kiedy zobaczył powracającego syna.

Filozofia zaczyna się od zdziwienia.
Etyka zaczyna się od wzruszenia.

Słowem miłosierdzie określamy każdy dobry gest, podniosłe dzieło. Po Roku Miłosierdzia słowo „miłosierdzie” odmieniane jest przez wszystkie możliwe przypadki. Nie wiem, czy nie jest ono wręcz nadużywane.
Miłosierdzie jest imieniem Boga – tak Papież Franciszek określa istotę miłosierdzia. A więc miłosierdzie jest cechą Boga.
Czy dopiero od kilku lat? Nie – Bóg był i jest miłosierny. W różnych okresach historii podkreślano inne atrybuty Boga, jak mądrość, sprawiedliwość czy też miłość.
Bóg sprawiedliwy, Bóg pełen miłości.
Od czasów św. Siostry Faustyny i dzięki św. Janowi Pawłowi II miłosierdzie Boga zostaje ukazane światu w sposób szczególny.

Dlaczego? Bo świat tak bardzo się pogubił, że nie widzi szansy dla siebie. Czuje, że sam sobie nie poradzi. Wyczuwając, że Bóg jest jedynym ratunkiem woła: Jezu ufam Tobie. W miłosierdziu ludzkość upatruje szansę przebaczenia.

            Jaka jest logika miłosierdzia?

Wydaje mi się, że wyraźnie zobrazował ją Papież Franciszek, opisując Prawo Mojżesza i zachowanie Jezusa wobec trędowatego.

Prawo Mojżesza zakładało wykluczenie z miasta osoby chorej na trąd. Musiała ona przebywać poza obozem, w odludnych miejscach, wykluczona, nazwana nieczystą.

Do cierpień związanych z samą chorobą dołączyło wykluczenie, odrzucenie, samotność. Celem prawa, które prowadziło do bezlitosnego wykluczenia trędowatego było zapobieganie zarażenia chorobą innych, gdyż trzeba było chronić zdrowych.

Pan Jezus postępuje według innej logiki. Zbliża się do trędowatego. Ponownie włącza go do wspólnoty, uzdrawia go. W ten sposób pozwala nam odkryć nowy horyzont, horyzont logiki Boga, który jest miłością. Jezus dotknął trędowatego i ponownie włączył go do wspólnoty.

Miłosierdzie jest włączeniem wykluczonych. Oto logika miłosierdzia.

Zapytamy, a co w takim razie ze sprawiedliwością?

            Jan Paweł II powie: „Miłość staje się miłosierdziem, jeśli przekracza ścisłą miarę sprawiedliwości”. I dalej Jan Paweł II mówi, że „miłosierdzie objawia się jako dowartościowanie, jako podnoszenie w górę, jako wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła”.

Mówiąc o miłosierdziu, mamy często na uwadze osobę, której okazujemy życzliwość, dobro, pomoc. Pomyślmy jednak także i o tych, którzy czynią miłosierdzie. Udzielając komuś pomocy, czyniąc gest miłosierdzia, można bowiem samemu sobie pomóc.

Św. Jan Paweł II mówił: „Człowiek dociera do miłosiernej miłości Boga, do Jego miłosierdzia o tyle, o ile sam przemienia się wewnętrznie w duchu podobnej miłości w stosunku do bliźnich”.

            Proszę nie potraktować mojego osobistego doświadczenia, którym chciałbym się teraz podzielić, jako zuchwałości, ale jako świadectwo.

Przez dłuższy czas leżała w szpitalu bliska mi osoba. Odwiedzałem ją prawie codziennie. Któregoś wieczoru wchodzę na salę szpitalną i widzę zdenerwowaną pielęgniarkę: Dobrze, że ksiądz przyszedł. Ona już dwa dni nie chce jeść. Może ksiądz ją nakarmi. My już sobie nie dajemy rady. Trzasnęła drzwiami i poszła.

Zawstydziłem się, bo ja w życiu nikogo nie karmiłem. Umiem powiedzieć kazanie, udzielać komunię, ale karmić… Nie umiem karmić. Ale w tej sytuacji wziąłem łyżkę do ręki i powoli podałem do ust zupę. Pierwsza łyżka rozlała się po brodzie. Z drugą było lepiej. Zjadła cały talerz, później kanapkę i wypiła herbatę z cytryną, którą przywiozłem ze sobą.

            Wróciłem do domu. W sercu czułem dziwną radość, a właściwie szczęście. Było ono podobne do uczucia, które parę razy mnie nawiedziło podczas sprawowania Mszy świętej i raz przy sakramencie pokuty. Pomyślałem: to szczęście sakramentalne. Gest służby to jakby sakrament. Później karmienie szło mi dużo lepiej. I nawet nie wiem, kto komu pomagał – czy ja, czy mnie?

Myślę, że nam się wydaje, że do wielkich rzeczy stworzeni jesteśmy, a tymczasem świat wydarza się w sprawach małych.

WSKAZANIA PRAKTYCZNE

  1. Doprowadzić dzieło do końca

Doświadczenie pracy z bezdomnymi pokazuje, że ludzie ci po 3 latach życia bez dachu nad głową nie chcą porzucić bezdomności. Jest im dobrze być bezdomnym. Dlatego miłosierdzie polegające na dawaniu chleba może być gestem utrzymującym stan niemożności zmiany. W przypadku bezdomnych działanie dobroczynne ma tych ludzi wyprowadzić z tego stanu. Ma im pomóc odzyskać styl życia godny człowieka.

Miłosierdzie nie może się spóźnić. Udzielone w czas, zatrzymuje rozpędzoną biedę. Ująć gestem miłosierdzia potrzeby u zarania zjawiska.

Organizacja jadłodajni, noclegowni nie może uspakajać naszego sumienia, że czynimy dobro ludziom. To jest tylko pomoc doraźna. To jedynie pierwszy krok do pełni gestu miłosierdzia. Dzieło miłosierdzia trzeba zaś doprowadzać do końca. Nie można poprzestać na litości czy współczuciu.

  1. Bieda nie tylko materialna

Badania socjologiczne pokazują, że młodzi ludzie pragną stabilności, szczęśliwej rodziny, stabilnej i trwałej pracy. To zasadniczo mogłoby napawać optymizmem, gdyby nie fakt, że ci sami młodzi ludzie nie potrafią zbudować stabilności.

Oczekują od pracodawcy bezpiecznych warunków pracy, z drugiej zaś strony sami nie mają skrupułów, żeby zwolnić się z dnia na dzień, gdy im coś nie odpowiada.

Podobnie jest z małżeństwem. Pragną szczęśliwej rodziny, odwzajemnionej miłości, a sami przy najmniejszym rozczarowaniu porzucają i odchodzą.

 Co nam to pokazuje?

Przynajmniej dwie rzeczy.

Pierwsza: niewiarygodność ich deklaracji.

Drugie: roszczeniową postawę wobec innych przy jednoczesnym braku odpowiedzialności za własne decyzje i zobowiązania.

            Dlaczego o tym mówię? Ponieważ myśląc o miłosierdziu, mamy zazwyczaj na uwadze potrzeby materialne ludzi. Ale jak wynika ze wspomnianych badań, istnieje też zjawisko „biedy duchowej”.

Nowe oblicze miłosierdzia wobec współczesnej mentalności młodej generacji.

  1. Skąd brać energię do działań miłosiernych?

Miłosierdzie nie rodzi się znikąd. Jeśli jest to atrybut Boga, to aby świadczyć dobro, trzeba w nim trwać.

Klerycy Warszawskiego Seminarium Duchownego chodzili kiedyś na praktyki duszpasterskie do Sióstr Matki Teresy przy ulicy Grochowskiej. Gromadziła się tam dość duża grupa bezdomnych, zaniedbanych mężczyzn. Klerycy posługę wobec tych ludzi rozpoczynali godzinną adoracją Najświętszego Sakramentu. A dopiero później kąpali podopiecznych, strzygli i myli im włosy, opatrywali rany. Zapytałem kiedyś siostrę przełożoną: Czy muszą tę godzinę adorować Najświętszy Sakrament przed pracą? Muszą, odpowiedziała. Inaczej nie dadzą rady dotykać ciał zaniedbanych ludzi. Będą się ich brzydzić.

Adoracja – sam Jezus uzdalnia człowieka, do tego, co po ludzku nie możliwe.

Św. Franciszek Salezy pisał: trzeba – składać ręce do modlitwy, a później je otwierać, aby dawać coś innym. Czyny moich ludzkich rąk.

  1. Przestrzeń rodzącego się miłosierdzia.

Tą przestrzenią jesteśmy my, a konkretnie każdy z nas. To my gdzieś w sercu podejmujemy decyzje komu i jak pomóc.
Są decyzje mądre i są decyzje święte.
Decyzje mądre są wynikiem logicznych procesów myślowych. Przyczyna – skutek. Działanie – konsekwencja. Jedno wynika z drugiego.

Na czym natomiast polegają decyzje święte?
Św. Józef, kiedy dowiedział się, że Maryja jest brzemienna, zamierzał ją potajemnie oddalić. Logiczne myślenie. Mądre działanie. W nocy Józef miał sen. Anioł nakazał mu wziąć brzemienną Maryję do siebie. Józef zaufał Bogu. Wbrew logice uczynił gest miłosierdzia, przeszedł od decyzji mądrej do decyzji świętej.
W działalności charytatywnej, dobroczynnej nie wszystko zawsze będzie logiczne i mądre. Czasem musi być święte.